Wigilia w Klubie Agora-303
To była moja pierwsza Wigilia w Klubie Abstynentów Agora-303 i szczerze mówiąc… wyszedłem z niej pod ogromnym wrażeniem. Co prawda musiałem niestety wyjść wcześniej, ale nawet ten krótki czas wystarczył, żebym poczuł wyjątkową atmosferę tego spotkania.
Już od wejścia było widać, że to nie jest „zwykła” Wigilia. Sala była pięknie przystrojona — światła, dekoracje i świąteczny wystrój robiły klimat, a ludzie uśmiechnięci, serdeczni i bardzo naturalni sprawiali, że człowiek od razu czuł się swobodnie. Zero sztuczności, zero napięcia. Po prostu dobrze.
A stereotypy? No cóż… „rybka musi pływać” — u nas pływała najwyżej w galarecie. Za to rozmowy płynęły wartko, śmiech niósł się po sali, a brak alkoholu był kompletnie niezauważalny. Wręcz przeciwnie — było lżej, spokojniej i jakoś tak prawdziwiej.
Stoły uginały się od jedzenia. I to dosłownie. Tyle potraw, że miejscami brakowało już przestrzeni na talerz. Najlepsze w tym wszystkim było to, że wszystko zostało przyniesione przez uczestników. Widać było serce włożone w każdą potrawę.
Na koniec chciałbym bardzo podziękować zarządowi (bez mojego udziału) za przygotowanie tej uroczystej kolacji. Radek, Beata, Monika — dziękuję Wam z całego serca. Ogromne podziękowania należą się również Bronkowi za jego wkład, zaangażowanie i wielkie serce do pomocy. Leszek — jak zwykle pełen energii. Sylwia, Krzysztof, Paweł, no i Wojtek (kiedyś chudy 😉) — oraz wszystkim, których nie wymieniłem, a którzy dołożyli swoją cegiełkę do tej tak fajnej uroczystości.
Wyszedłem wcześniej, ale wyszedłem z poczuciem, że uczestniczyłem w czymś naprawdę wartościowym. To była Wigilia, do której chce się wracać.